wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 1

Siedziałam na przystanku autobusowym słuchając muzyki na słuchawkach puszczanej ze swojej komórki. Rozglądałam się za swoim autobusem, który spóźniał się już dziesięć minut. W jednej dłoni trzymałam komórkę a w drugiej swój ulubiony słomiany kapelusz modny w tym sezonie z kokardą po boku. Obok mnie stała moja walizka. Nie była duża. Powiedziałabym nawet, że była mała. Nie zabrałam ze sobą dużo rzeczy. Nie miałam ich aż tyle po tym, jak niedawno robiłam porządki w swojej szafie i pełno ubrań powyrzucałam bo były już za małe albo zniszczone. Poczułam jak kropelki deszczu zaczynają co raz to szybciej spadać z nieba tuż na mnie. Założyłam kapelusz nie chcąc, by deszcz zniszczył moje ciemne włosy które pod wpływem wilgoci zwijały się na wszystkie możliwe strony. Wstałam z ławki i wychyliłam się delikatnie za budkę przystanku. W końcu z oddali wyłaniał się mój autobus. Chwyciłam za rączkę walizki i poszłam parę kroków w przód. Gdy autobus się zatrzymał weszłam pośpiesznie do środka nim rozpadało się na dobre i podeszłam do kierowcy. Poprosiłam o bilet do Holmes Chapel i gdy go otrzymałam ruszyłam na wolne miejsce gdzieś z tyłu autobusu. W pojeździe nie było tłumów. Zaledwie parę osób na oko z siedem. Ale co się dziwić, była godzina ósma rano. Nim doszłam na swoje miejsce autobus ruszył a ja szybko złapałam się oparcia jednego z siedzeń i odczekałam, aż autobus wyrówna prędkość. Usiadłam na wolnym miejscu przy oknie a walizkę umieściłam obok moich kolan. Jadę do ciotki i kuzynki. Co roku tam jeżdżę i praktycznie znam tam wszystkie miejsca jakie są możliwe. Przełączyłam muzykę na jakąś weselszą i wyciągnęłam ze swojej torebki gazetę którą zaczęłam przeglądać.
Z czytania wyrwała mnie moja dzwoniąca komórka, której dzwonek rozbrzmiał w moich słuchawkach przez co podskoczyłam delikatnie. 
- Halo? - Odebrałam pośpiesznie nie zauważając nawet kto dzwoni.
- Hej, Yv. O której będziesz u nas? - Powiedziała dziewczyna. Spojrzałam szybko na wyświetlacz. To była moja kuzynka Ashley. Spojrzałam na delikatny zegarek na mojej dłoni. Była godzina 8:23. 
- Za jakieś piętnaście minut max, Ash. - Odpowiedziałam jej. Spojrzałam przez okno. Rozpadało się całkowicie, a ja nie miałam ze sobą żadnego parasola. Genialnie, naprawdę. Zaklęłam po cichu ale Ash to usłyszała i zachichotała.
- Okej, czekamy na Ciebie ze śniadaniem. Mama nie może się doczekać. Od wczoraj gadała tylko o tym, że przyjedziesz i że będzie miała w końcu z kim gotować. - Po jej tonie wywnioskowałam, że musiała przewrócić oczami w trakcie mówienia tego zdania. Zaśmiałam się gdy to usłyszałam.
- No cóż, myślałam, że już się do tego przyzwyczaiłaś, że czasami więcej czasu spędzam z nią w kuchni i na zakupach niż z tobą. - Odpowiedziałam jej śmiejąc się dalej. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę, gdy musiałam kończyć, by spakować gazetę do torebki razem ze słuchawkami i komórką. Gdy to zrobiłam, posiedziałam jeszcze chwilę spoglądając przez okno. W końcu zobaczę swoją grupkę przyjaciół. Nie mogę się doczekać. Zawsze, gdy przyjeżdżałam, spotykaliśmy się tego samego dnia. Nawet gdy padało, była burza, śnieżyca, upał, cokolwiek. Trzymaliśmy się zawsze razem odkąd pamiętam. Na samą myśl o tym wszystkim uśmiechnęłam się delikatnie sama do siebie. Autobus zatrzymał się na znajomym mi przystanku. Sięgnęłam po walizkę i wyszłam z autobusu. Dom Ashley i cioci Alice był jakieś dziesięć minut stąd. Szłam szybkim krokiem by być jak najszybciej w domu, bo nie chciałam tak bardzo zmoknąć.
Gdy doszłam już do znajomego mi domu jednorodzinnego z piętrem, balkonem przy moim pokoju, dużym tarasem i ogrodem pośpiesznie weszłam na werandę i zapukałam w drzwi., które po chwili otworzyła mi ciocia. Była wysoką blondynką z prostymi niezbyt długimi włosami. Miała ponad czterdzieści lat i była siostrą mojego taty. Na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. 
- Yvonne! Jak miło Cię widzieć! Strasznie się za Tobą stęskniłyśmy! Wchodź do środka szybko, nie chcę żebyś w pierwsze dni wakacji się rozchorowała. - Powiedziała ciocia robiąc mi miejsce w drzwiach bym przeszła. Postawiłam walizkę na podłodze i przytuliłam ciocię na powitanie. Po chwili na dół zbiegła Ashley. Była szczupła, wysoka, miała blond falowane włosy, niebieskie oczy jak jej mama i była w moim wieku. Miała osiemnaście lat. Podleciała do mnie jak szalona i rzuciła mi się na szyję. 
- Ash, udusisz mnie... - Wydusiłam z siebie pod ciężarem Ashley. Mimo tego, że była szczupła, miała w sobie pełno siły. 
- Sorry, Yv. Matko! Cholernie się cieszę, że Cię widzę! Mam Ci tyle do powiedzenia! Mam nadzieję, że wybaczysz mi to, że zadzwoniłam już po naszą grupę? - Powiedziała z miną zbitego psiaka. Zaśmiałam się spoglądając na nią uważnie. - Wszyscy się cieszą, że Cię zobaczą! Spotykamy się po obiedzie, czyli jakoś po szesnastej. - Dodała ekscytując się jak małe dziecko. Gdyby mogła, to pewnie z tej radości by odfrunęła. 
- Jasne, ale może daj mi chwilę wytchnienia co? Ciociu, lecę do siebie się wypakować i zaraz do Was schodzę, dobrze? - Spojrzałam w jej kierunku a ona tylko skinęła głową z szerokim uśmiechem.
- Jasne, Yv. Ja lecę przygotować coś do jedzenia, bo za pewne jesteś głodna po podróży. - Powiedziała idąc w stronę kuchni. Ja ruszyłam na górę do pokoju zabierając po drodze walizkę. Ashley została na dole. Weszłam do swojego pokoju. Od zawsze tutaj mieszkałam przez wakacje. Pokój był średniej wielkości z czerwonymi ścianami i moimi zdjęciami, które sama robiłam. Uwielbiałam fotografię. Robiłam zdjęcia wszystkiemu co przykuwało moją uwagę. W pokoju było duże dwuosobowe łóżko, szafa, biurko z krzesłem i komoda. Podeszłam do szafy. Otworzyłam ją a zaraz potem otworzyłam walizkę i zaczęłam wypakowywać swoje rzeczy. Gdy skończyłam, przebrałam się w suche ubrania, włosy przeczesałam szczotką a laptopa umieściłam na biurku. Zeszłam na dół i podeszłam do kuchni. Usiadłam przy stole. Zaczęła się rozmowa między nami trzema jak to mi minęła podróż, jak się czuję po zakończeniu roku szkolnego, czy szukam pracy i takie tam. Po skończonym śniadaniu zabrałam się z ciocią za zmywanie naczyń a gdy to skończyłyśmy poszłyśmy do salonu. Ashley włączyła telewizor i co chwile pisała z kimś smsy. 
Minęło parę godzin, gdy trzeba było zacząć się szykować do wyjścia z przyjaciółmi. Ashley poszła do swojego pokoju, ja do swojego. Nie wiedziałam w co się ubrać. W końcu zdecydowałam się do założenia krótkich spodenek w kwiatki, tenisówek i koszulki na ramiączkach. Włosy tak jak praktycznie za zwyczaj miałam rozpuszczone. Gdy byłam już gotowa, ruszyłam do kuchni czekając na obiad który gotowała ciocia. 

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Siedziałem w swoim pokoju na łóżku kiedy zadzwonił do mnie Seth z wiadomością, że wybieramy się dzisiaj na spotkanie z dobrą przyjaciółką, która przyjeżdża praktycznie raz na rok. Nie miałem najmniejszej ochoty dzisiaj ruszać się z domu. Pogoda była przygnębiająca. Po paru namowach przyjaciela w końcu się zgodziłem by wyjść. Spojrzałem przez okno. Rozjaśniało się. Deszczowe chmury znikały a zamiast nich pojawiało się słońce. Spojrzałem na zegarek w komórce. Mam jeszcze godzinę do wyjścia. Ruszyłem w kierunku łazienki. Miałem ochotę wziąć prysznic i tak też zrobiłem. Ubrania wrzuciłem do kosza na brudy i wszedłem pod prysznic odkręcając gorącą wodę. Moje mięśnie rozluźniły się pod jej wpływem. Po paru minutach wyszedłem owijając się ręcznikiem. Moje mokre włosy przyklejały mi się do twarzy. Odgarnąłem je do tyłu i ruszyłem w stronę swojego pokoju. Podszedłem do szafy i wyciągnąłem parę czarnych spodni, białych conversów i luźny t-shirt. Założyłem szybko czyste bokserki i ubrałem się. Gdy byłem gotowy szedłem na dół do kuchni. Czasami przytłaczała mnie ta samotność. Beznadziejnie jest siedzieć wiecznie samemu, nie mogąc się do nikogo odezwać i z kim pogadać. Czasami odczuwałem wrażenie, że niedługo popadnę w obłęd. Podszedłem do lodówki wyciągając jakąś sałatkę. Pośpiesznie ją zjadłem i gdy zobaczyłem, że zostało mało czasu do wyjścia, wyszedłem z domu zamykając za sobą drzwi i wkładając klucze do tylnej kieszeni spodni. Wyciągnąłem komórkę i szybko wystukałem numer Setha. Po paru chwilach chłopak odebrał.
- Hej, Seth. Gotowy? - Zapytałem chłopaka gdy odebrał telefon. 
- Jasne. Wpadnij po mnie tak jak się umawialiśmy. - Odpowiedział a ja ruszyłem w stronę swojego czarnego samochodu wyciągając kluczyki z samochodu.
- Dobra, będę za parę minut. - Powiedziałem rozłączając się. Seth był moim jedynym kumplem. Z nikim innym nie umiałem nawiązać normalnego kontaktu. Jedynie z nim mogłem porozmawiać na różne tematy, pochodzić na siłownie, czy pobiegać rano. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem w stronę jego domu. Gdy byłem już na miejscu nacisnąłem klakson by dać znać, że już czekam na niego. Po jakiejś minucie chłopak wyszedł z domu i ruszył w kierunku mojego samochodu. Otworzyłem mu drzwi od strony pasażera, a on szybko wszedł do środka.
- Cześć, stary. - Uścisnęliśmy sobie dłonie i gdy już zapiął pasy, ruszyłem z miejsca.
- To jedziemy do parku? - Zapytałem by upewnić się że jedziemy w dobre miejsce.
- Jasne. Tak jak się umawialiśmy z dziewczynami. - Odpowiedział. Po paru minutach byliśmy w miejscu. Seth co chwile nawijał jak to bardzo cieszy się z przyjazdu dziewczyny. Opowiedział mi o niej. Nawet nie mogłem wyciągnąć od niego jej imienia, bo chyba nawet mnie nie słyszał. Był tak rozgadany. Wyszliśmy z auta i poszliśmy w kierunku dwójki dziewczyn. Jade i Caroline. Jakoś niezbyt przepadałem za ich towarzystwem. Były cholernie rozgadane. Ciągle plotkowały. Nie dało się ich zamknąć za wszelką cenę. Przywitaliśmy się wszyscy i usiedliśmy obok siebie czekając na pozostałe dwie dziewczyny. Ashley i jej kuzynkę. 

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Yv! Szybko, bo się spóźnimy! - Pośpieszała mnie Ashley. 
- Cholera, już idę! - Odpowiedziałam jej zakładając tenisówki. Miałam na sobie krótkie spodenki z wysokim stanem, wiązaną na dole koszulę w kratę i niebieskie tenisówki. Szybko zeszłyśmy na dół. Pożegnałyśmy się z ciocią Alice i wyszłyśmy. Praktycznie biegłyśmy. Gdy byłyśmy już na miejscu Jade razem z Caroline zapiszczały i podleciały do mnie tuląc mnie mocno.
- Yv! Tak się stęskniłyśmy za Tobą! Matko jak dawno Cię nie widziałyśmy! - Jade krzyknęła mi do ucha przez co się skrzywiłam i odsunęłam kawałek. 
- Też się cieszę, że Was widzę dziewczyny. - Odpowiedziałam im, za ich plecami zauważyłam dwóch chłopaków. Seth jak zwykle uśmiechnięty i radosny i obok niego chłopak w bujnych lokach którego widzę pierwszy raz w życiu. 
- Seth! - Krzyknęłam i wystawiłam ramiona w jego kierunku by móc przytulić go na powitanie. Był dużo wyższy ode mnie i dobrze zbudowany. Dbał o siebie cholernie. Różne diety, ćwiczenia, cokolwiek. 
- Yvonne! Tęskniłem za Tobą! W końcu jesteś! - Uśmiechnął się tuląc mnie i podnosząc. Gdy już skończyliśmy się witać, podeszłam do chłopaka w lokach. Spojrzałam na niego uśmiechając się delikatnie. Był wzrostu Setha, umięśniony, przez jego cienką koszulkę widziałam zarys licznych tatuaży. Wydał mi się osobą z którą lepiej nie zadzierać.
- Jestem Yvonne. Znajomi mówią mi Yv. - Uśmiechnęłam się do niego nieśmiało wyciągając w jego stronę swoją dłoń. 
- Harry. - Odpowiedział z poważną miną ale widziałam zarys jego delikatnego uśmiechu. Ścisnął delikatnie moją dłoń i zauważyłam że przygląda mi się od stóp do głów. Kiedy wszyscy skończyli się witać usiedliśmy na ławkach i wszyscy zaczęli się pytać o to, jak się trzymałam przez cały ten czas, co się u mnie działo i takie tam. Jedynie Harry siedział cicho i obserwował każdego po kolei. Zastanawiałam się dlaczego często zatrzymuje na dłużej wzrok na mnie, ale postanowiłam się tym nie przejmować. Kątem oka widziałam uśmiech na jego twarzy kiedy zerkał na mnie. Po plecach przechodziły mi ciarki kiedy wlepiał we mnie wzrok. 

1 komentarz:

  1. Zapowiada się interesująco :). Lato pełne przygód :D.
    Oczywiście będę śledzić losy bohaterów. Wyczekuję kolejnego xx
    @EdziaCyrklaff

    OdpowiedzUsuń